„Chiński szok 2.0” – europejski przemysł straci, ale czy logistyka zyska?
Wstępne oznaki rozejmu w napięciach handlowych między USA a Chinami dały nadzieję, że okres niepewności i zmienności w globalnym handlu się skończy, a rozpocznie się bardziej normalny okres. Niestety, napięcia w światowym handlu pozostaną i mogą raczej ponownie się nasilić. A jedną z konsekwencji będzie zwiększona chińska konkurencja w Europie i na rynkach trzecich. Trend, którego przedsmak przemysł unijny doznał wraz z pandemią Covid-19, ocenia ING Think w analizie „Rising trade tensions unveil Europe’s China shock 2.0.”.

Chociaż silniejsza chińska konkurencja może potencjalnie ograniczyć inflację (bo oferuje tańsze towary) i przyspieszyć wzrost PKB w strefie euro, natomiast z dużym prawdopodobieństwem pogłębi problemy kluczowych branż przemysłowych. Skupiając się na potencjalnych problemach gospodarek z silnym eksportem produktów przemysłowych, autorzy analizy nie oceniają, jak ta sytuacja wpłynie na działalność logistyki unijnej. W naszej ocenie można zakładać, że pod wieloma względami w krótkim okresie zyska na tych zmianach. Ale nie można wykluczyć, że także w tym sektorze będzie rosnąć uzależnienie od Chin.
Problem
Istotnym powodem przyspieszenia eksportu do Europy jest nadwyżka mocy produkcyjnych w chińskim przemyśle, będąca następstwem dużych inwestycji krajów zachodnich w moce produkcyjne w kluczowych branżach, a z czasem także rodzimego kapitału chińskiego. Nowym czynnikiem, pogłębiającym pierwszy jest natomiast to, że w związku ze zmniejszaniem przez Stany Zjednoczone zależności importowej od Chin, osłabieniem rynku krajowego i niezdolnością rynków wschodzących do wchłonięcia nadwyżki podaży, to w Europie rośnie ryzyko kolejnego szoku chińskiego – czyli zwiększenia importu. Zarazem także Stany Zjednoczone będą bardziej skoncentrowane na rynku europejskim.
Impuls eksportowy
Impulsem do ekspansji eksportowej Chin było jej przystąpienie doŚwiatowej Organizacji Handlu w 2001 r. Po kilku latach realizacji tej polityki (wzmocnionej strategią Pekinu „Chiny 2025”), w Stanach Zjednoczonych zjawisko to nazwano „szokiem chińskim” (po publikacji artykułu Davida Autora). Wykazano, że przystąpienie Chin do WTO negatywnie wpłynęło na amerykańską produkcję w niektórych sektorach i doprowadziło do utraty miejsc pracy na rynku lokalnym. Wskaźnik ten ustabilizował się w latach 2010 – 2019, ale od tego czasu zaczął ponownie rosnąć, stwierdza ING.
Drugi szok chiński w Europie
W pierwszej dekadzie tego stulecia Europa korzystała w tanich chińskich towarów. Nie tylko tam wiele branż przenosiło produkcję przemysłową. Tańsze wyroby chińskie przyczyniły się do wzrostu konkurencji na europejskim rynku wewnętrznym. W szczególności niemieckie firmy przemysłowe odniosły ogromne korzyści ze stale rosnącego rynku chińskiego. „Ten pozytywny szok chiński pomógł również Niemcom w łagodzeniu reform krajowych w latach 2000”, uważają autorzy analizy.
Jednak od początku lat dwudziestych czynnik chiński przekształcił się w „szok chiński 2.0”. W rzeczywistości, decydenci europejscy nie zauważyli lub nie docenili „Strategii gospodarczej 2025” chińskiego rządu. Jej skutki Europa doznała już w okresie covid, wzmożonym napływem towarów (na czym zyskała logistyka, przyp. autor), ale od tego czasu wzrosło uzależnienie Europy od dostaw produktów i surowców, czego przykładem są metale ziem rzadkich.
„Europa niewątpliwie stoi w obliczu drugiego „szoku chińskiego” – tyle że tym razem jest on w dużej mierze negatywny (…) co odczują kluczowe sektory gospodarki w obliczu bolesnej konkurencji. I chociaż może to ostatecznie położyć podwaliny pod ruch w kierunku jeszcze bardziej produktywnej działalności gospodarczej, geopolityczne względy dotyczące strategicznej autonomii zaczynają odgrywać coraz ważniejszą rolę w tej dyskusji”, stwierdzają autorzy analizy.
Utrata rynków zbytu
ING podkreśla też, że różnica między „szokiem chińskim” dla USA a szokiem dla Europy polega na tym, że zarówno Europa, jak i Chiny są dużymi globalnymi eksporterami z ogromnymi nadwyżkami handlowymi. Ale to Europa głównie traci rynki zbytu na rzecz tańszych produktów chińskich, wspieranych korzystnymi kredytami kupieckimi. Udział Chin w całkowitym imporcie w większości największych gospodarek światowych wzrósł od końca 2019 r., podczas gdy udział UE w większości rynków nieznacznie spadł.
Rok 2025 wskazuje na przyspieszenie konkurencyjności Chin w porównaniu z Europą. To także skutek polityki Donalda Trumpa, efektem czego jest osłabienie dolara amerykańskiego względem euro, a w ślad za tym dewaluacja renminbi. Wiele europejskich towarów importowanych z Chin jest często opłacanych w USD, co automatycznie zwiększa konkurencyjność chińskiego importu względem europejskiego.
Od marca wyraźnie ukształtowała się tendencja, że wartość całkowitego europejskiego importu z Chin spadła (bo ceny importowe zmalały o ok. 15 proc.), podczas gdy wolumeny utrzymują się na tym samym poziomie. To korzystne dla zbijania inflacji w Europie, ale zabójcze dla rodzimego przemysłu wytwórczego. Co ciekawe, eksport z Europy do Chin gwałtownie wzrósł jedynie w przypadku napojów, tytoniu i paliw mineralnych.
Kto straci najbardziej?
Presja eksportu Chin rośnie, ponieważ one same doświadczają dużej i rosnącej nadwyżki mocy produkcyjnych, przy słabym popycie wewnętrznym. W trzecim kwartale w takich sektorach chińskich, jak: motoryzacja, górnictwo, przemysł chemiczny, maszyn i urządzeń elektrycznych, przemysł spożywczy, farmaceutyczny i minerałów niemetalicznych – wykorzystanie mocy produkcyjnych wyniosło mniej niż 75 proc.
Tam, gdzie gospodarki unijne mają silnie rozwinięte te sektory przemysłu, sytuacja ta grozi powiększeniem problemów. Chodzi przede wszystkim o Niemcy, największą gospodarkę w Europie. Tylko mimochodem można przypomnieć, że Niemcy są największym partnerem gospodarczym Polski.





























